środa, 30 listopada 2016

Prawie nic pozytywnego



Andrzejki, a co to oznacza? Że zaraz przyjdzie mój tata z ciastem i zrobię sobie kawę. Nie piję kawy często, ale dzisiaj z rodzicami do słodkości zdecydowanie nie wypada nie wypić. I to jest jedna z niewielu pozytywnych rzeczy jakie mnie dziś spotkały, a raczej spotkają. 

Pogoda za oknem bardzo negatywnie na mnie wpływa.


Wpadam tylko na chwilę, wrzucam zdjęcie i znikam na słodkości. Może jutro rozpiszę się bardziej, choć pozytywnego nic do napisania nie mam.

wtorek, 29 listopada 2016

Ciemny brąz, jasny brąz czyli dzisiejszy make up



Wokół szaro i ponuro, deszcz siąpi cały czas, jest zimno. Postanowiłam wprowadzić w mój dzisiejszy dzień trochę koloru i pozytywnej energii robiąc sobie kolorowy make up. I nagle zorientowałam się, że maluję się na najbardziej jesienne kolory! Brąz, jaśniejszy brąz i ciemniejszy brąz! 

Miałam na dzisiaj plany, poważne plany, obiecałam tacie, że pojadę kupić kask, a nawet dwa bo do 4 grudnia potrzebujemy na gwałt! Ale ta pogoda mnie rozwala i myślę, że dziś zostanę z kubkiem kakao albo herbaty a po kaski pojadę może jutro. 

Kto na instagramie bywa ten pewnie wie co będzie czwartego grudnia, a kto nie bywa i nie wie ten się dowie, bo napiszę o tym, ale nie dziś!


Dziś pokazuję oczy, zwierciadło duszy, a raczej dzisiejszy make up i lecę robić kakao! Tak wiem, mam na nosie trochę cienia do powiek, to dlatego, że nakładałam go dużym pędzelkiem, zobaczyłam to na zdjęciach i zapewniam, że już go tam nie ma!

niedziela, 27 listopada 2016

Remoncik, fioletowy dekor i moja nowa etykietka!


Z mikroremonciku zrobiła się mała masakra! Większość szafek z kuchni stoi teraz w bardzo wąskim przejściu między pokojami. Wydawałoby się, że w takim razie miejsca jest dużo w kuchni, ale nie, bo w kuchni leżą, stoją i wiszą materiały do „mikroremonciku”.

 

Najpiękniejszy fioletowy dekor na świecie!!


Chciałam się teraz rozpisać o tym że kuchnia to serce domu i takie tam, ale nie mam na to czasu!

piątek, 25 listopada 2016

Warszawa listopadową porą



Muszę, a nawet chcę przyznać, że Warszawa listopadową porą mnie urzekła! Poza szkolną wycieczką dzieciaczków i chińskim turystą z małym aparacikiem prawie nikogo nie było. Nie było całej masy turystów, ulice były dość puste i bardzo mi się to podobało! 

Lot w jedną jak i w drugą stronę bardzo przyjemny, choć prze lądowaniem w Warszawie usłyszeliśmy z głośników „kapitan podchodził do lądowania, ale postanowił nie lądować”

Nie zwiedzaliśmy żadnych muzeów czy pomników, to był zwykły spacer, z którego mamy setki zdjęć! Zarówno ja, mój narzeczony jak i teściowa, wszyscy robili zdjęcia, ja robiłam lustrzanką i telefonem. Dlatego teraz tylko maleńka garstka zdjęć z lustrzanki, a pewnie czasem wrzucać będę też zdjęcia od Narzeczonego i teściowej. 



 Fioletowe i błyszczące, musiałam tam być!



Tymczasem zmykam, jest piękna pogoda, trzeba korzystać!