piątek, 30 grudnia 2016

Vaseline Lip Therapy



Moje kosmetyczne zakupy są zazwyczaj naprawdę dobrze przemyślane. Nie kupuję kosmetyków których akurat nie potrzebuję, staram się nie patrzeć na piękne opakowania, zanim coś w ogóle kupię, to sto pytań sobie zadaję, czy na pewno tego chcę, potrzebuję, czy to dobry wybór, czy będę używać… Pozwala mi to uniknąć naprawdę wielu rozczarowań i późniejszych wyrzutów, że po co mi to, kurz zbiera, niepotrzebnie wydana kasa. 

Ale mimo wszystko zdarza mi się, że moje zakupy okazują się totalną katastrofą. Może to duże słowo, ale tak duże rozczarowanie przeżyłam dzisiaj i tak właśnie będę je nazywać, katastrofa.
Dbam bardzo o moje usta. Nie są to łatwe usta do dbania. Pękają, pierzchną, wysuszają się nieziemsko i podrażniają. Dbam o nie najlepiej jak umiem. Maski z miodu (których naprawdę nie zlizuję od razu), i ciągłe nawilżanie, a jesienią i zimą natłuszczanie. Dlatego kupiłam produkt, który wydawał mi się naprawdę idealny. Wazelina. Czy jest coś co mogłoby lepiej uchronić usta przed zimnem i mrozem niż gęściutka, tłuściutka wazelina? Myślę że nie. Myślałam też, że wazelina to wazelina, a nie jakieś jej dziwne modyfikacje. Ale okazuje się że nie. Kupiłam Vaseline Lip Therapy i…  

I się zawiodłam. Bo to nie jest wazelina tylko coś dziwnego. Nie natłuszcza, nie nawilża, nie wchłania się. Jak pod wpływem ciepła ust rozpuszcza to spływa, nie odczuwam żadnego pozytywnego działania i nieciekawie pachnie, kompletna porażka, ja odradzam!




środa, 28 grudnia 2016

Paletka Lovely dark nude



Nie jestem fanką paletek, raczej wolę pojedyncze, odpowiadające mi cienie. Ale promocja w Rossmannie skłoniła mnie do kupienia paletki Lovely dark nude. W prezencie świątecznym teściowej kupiłam taką tylko w jaśniejszej wersji.

Jak dla mnie to bardzo uniwersalna paletka. Nadaje się zarówno do makijażu delikatnego, codziennego jak  na wieczorne, a nawet sylwestrowe wyjście. I bardzo dużą zaletą według mnie jest to, że obok cieni gładkich, wręcz pastelowych znajdują się połyskujące, z drobinkami.

12 pięknych kolorów i nie wszystkie są takie dark jak nazwa wskazuje. Choć czarny jest naprawdę nieźle napigmentowany, to niektóre są bardzo jaśniutkie. Te których używałam do tej pory (a użyłam trzech) są bardzo miękkie, łatwo się „nabierają” i rozprowadzają.

Ciężko mi napisać coś konstruktywnego po jednym użyciu ale zdaje się, że w najbliższym czasie ta paletka będzie towarzyszyć mi codziennie.





Niebawem rozpiszę się bardziej i dodam też zdjęcia cieni na skórze,

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Święta, święta i... jest cudnie!



Tradycyjne „święta, święta i po świętach” już się zaczęło. Myślę, że odczuję to koło 18.30 gdy będę szła do pracy. 

Choć nie było śniegu, temperatura całkowicie na plusie przez cały czas i do tego deszcz pada niemal bez przerwy to świąteczny czas spędziłam fantastycznie!

Wigilijny wieczór niestety bez babci, ale to przykra historia, o której nie mam ochoty pisać. Po kolacji zjedzone w maleńkim gronie czyli ja i moi rodzice, kiedy wydawało się, że nic nas nie zaskoczy, zadzwoniła moja ciocia ze wsi, żeby odpalić skype’a. Tak zrobiliśmy. Pierwszy raz od połowy listopada zobaczyłam i usłyszałam babcię z Radwanówki (tak ją nazywam, bo nie jest moją prawdziwą babcią). Rozczuliłam się dokumentnie gdy zapytałam jak się czuje a ona odpowiedziała że bardzo dobrze się czuje, bardzo dobrze, tylko wszystko ją boli. Zdążyliśmy chwilę porozmawiać w spokoju po czym pukanie do drzwi ten spokój zaburzyło. Odwiedziła nas ciocia, mój kuzyn z żoną i synem i kuzynka. 

Dom pełen ludzi, syn kuzyna próbował ucałować ciocię, którą widział tylko na monitorze komputera, gwar taki, że ledwo się słyszeliśmy, nagły bałagan i chaos, było cudnie. 

W pewnym sensie to ja przerwałam te przyjemności bo musiałam wyjść, jechałam do narzeczonego. Kuzyn odwoził kuzynkę do domu i choć nie było mu po drodze, zaproponował, że i mnie może podwieźć. Gdy zostaliśmy już w aucie sami trochę popsioczyliśmy na bliskich którzy nie mogli lub nie chcieli przyjechać, na brak śniegu…  

Spotkanie z narzeczonym również cudowne, choć krótkie bardzo, bo zdążyliśmy wymienić się prezentami chwilkę razem poleżeć, i zaraz zasnęliśmy oboje. 

W tym miejscu wszystkich przestrzegam, wyciągajcie na noc ładowarki z gniazdek bo nam w nocy jedna wybuchła! 

Rozpisałam się bardzo mocno więc o spotkaniu z teściami napiszę tylko że było bardzo rodzinne i ciepłe, było cudowne. 

Prezenty, rzecz drugorzędna, kilka jest na zdjęciach, lecz  nie wszystkie, o kilku napiszę w najbliższych dniach, gdy będę ich używać.





Wesołego po świętach!