sobota, 28 stycznia 2017

No i skończy się leniuchowanie

Nie mogę uwierzyć jak szybko minął ten tydzień! To smutne tym bardziej, że oznacza że ferie kończą się już w poniedziałek, czyli od poniedziałku też wracam do pracy i znowu będę musiała wstawać strasznie rano. Plus jest taki, że ułatwi mi to trochę bardziej regularny tryb życia.



 Kto na instagramie bywa ten wie, że we czwartek byłam w Toruniu. Prawdę mówiąc nie mogę doczekać się trochę cieplejszych dni, bo choć zimno to dobra wymówka by wsątpić na grzańca, to jednak wolałabym więcej połazić i nie myśleć o czerwonym, zmarzniętym nosie. 



Dziś i jutro zamierzam pokorzystać z ostatnich dni słodkiego leniuchowania.

Miłego weekendu!

środa, 25 stycznia 2017

Następny krok



Postanowiłam iść za ciosem i razem ze zmianami na blogu wprowadzić też pozytywne zmiany w moim życiu. Zaczynam od poprawienia swojej diety. Na razie jeszcze piszę o tym bardzo nieśmiało, bo to dopiero początek. 

Zaczęłam liczyć kalorie. Jestem osobą o wiele szczuplejszą niż chciałabym być, stąd też mój pomysł by w końcu podchodzić do diety trochę bardziej świadomie i racjonalnie. Wiadomo że kalorie to nie wszystko, jest jeszcze cała masa innych rzeczy które trzeba wziąć pod uwagę chcąc się zdrowo odżywiać. 


Kiedy już się trochę oswoję z nowymi nawykami i zobaczę jakieś efekty to bardzo chętnie napiszę coś więcej na ten temat, podzielę się doświadczeniami, ale teraz ograniczę się tylko do pochwalenia tym, że zrobiłam pierwszy krok!

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Ruby Rose, ktoś kojarzy tę markę?



Po bardzo przyjemnym leniwym weekendzie przyszedł pracowity czas. Już dziś zaczęłam moje kosmetyczne eksperymenty, których efektami mam nadzieję będę mogła podzielić się już jutro.

Dzisiaj chwalę się moimi oczami, konkretnie ich makijażem! Rzadko mi się ostatnio zdarza malować tak mocno, raczej stawiam na kolory cieliste, ale czasem mam ochotę poszaleć, jak dzisiaj.


 Nawiasem mówiąc, cienie jakich użyłam to moja ukochana, mająca już ze sto lat paletka chyba 12 cieni, kupiona za grosze, o ile się nie mylę firmy Ruby Rose i chociaż z tego co się orientuję, to kosmetyki tej marki są raczej z „niższej półki” to naprawdę uwielbiam ich cienie! Są miękkie i świetnie napigmentowane.

piątek, 20 stycznia 2017

Olej ze słodkich migdałów



Olej ze słodkich migdałów, to o nim dziś napiszę kilka słów. Od wieków o nim myślałam, rozglądałam się w każdym sklepie gdzie byłam, ale jakoś nigdy nie mogłam go znaleźć na sklepowych półkach, w końcu zamówiłam przez internet. 

 
Dlaczego byłam na niego tak napalona? Bo słyszałam mnóstwo pozytywnych rzeczy, samo to że jako kosmetyk jest całkowicie naturalny przemawia dla mnie bardzo na plus.

Nie będę owijać w bawełnę, trochę mnie rozczarował. Przede wszystkim dlatego, że okazał się dość rzadki i bezwonny. Zaintrygowało mnie to na tyle, że poczytałam w necie, bo pomyślałam, że to jakaś podróbka, ale okazało się, że to nic złego i że czasami się tak zdarza. Nie uspokoiło mnie to i  nadal mam nie fajne poczucie że coś jest z nim nie tak.


 Kolejne rozczarowanie, miał nie zapychać porów więc bez obaw nakładałam go na noc na twarz i niestety ale po kilku dniach okazało się, że na mojej twarzy jest sporo niedoskonałości i brzydkich czarnych punktów.

Żeby nie było, to nie jest tak, że rozczarowałam się całkowicie. 

Olej ze słodkich migdałów u mnie sprawdził się doskonale na włosach, do olejowania moich ciemno blond włosów jest świetny. Mogę też spokojnie wmasowywać go w skalp a to dla mnie ważne, bo np. olej sezamowy (którego zapach uwielbiam) nie do końca się w tym sprawdza. 



Bardzo lubię używać oleju ze słodkich migdałów po kąpieli, na całe ciało bo szybko się wchłania, nawilża, skóra jest po nim gładka i miękka. 

Co najciekawsze, sprawdził się jako baza pod make up podczas dużych mrozów, naprawdę dał radę lepiej niż niejeden tłusty krem! 

Z dodatkiem zielonej glinki jest świetny do masażu twarzy, zwłaszcza że zawiera całą masę witamin i nawilża skórę zarówno dojrzałą jak i tę młodzieńczą. 

Z brakiem zapachu poradziłam sobie dodając do buteleczki dwa kawałki laski wanilii.


Nie jest więc tak, że jestem całkiem na nie, ale jak skończę tą buteleczkę, to raczej w najbliższym czasie nie zdecyduję się na zakup kolejnej.