sobota, 11 lutego 2017

Jestem wykończona

Jestem wykończona! Drugi tydzień z rzędu gdy praktycznie nie mam weekendu bo z soboty na niedzielę siedzę na nocce. Ani mi to nie ułatwia zjedzenia kalorii tyle ile powinnam ani się nie mogę zregenerować po treningu jak należy.  

Jeśli chodzi o kalorie i białko, to jestem w stanie troszkę je sobie uzupełnić jogurtami i gainerem (w końcu dotarł i na szczęście jest pyszny!), ale nie rozciągnę doby tak, bym miała więcej czasu na sen.
I właśnie dlatego jutro jak tylko wrócę z nocki, to zjem szybkie śniadanie i pójdę spać!


Jak na razie idzie mi całkiem nieźle, powoli nabieram kilogramów. Niestety pomimo treningów wszystko idzie w brzuch (żeby chociaż w cycki poszło). Ale dziewczyna która jest dla mnie absolutnym autorytetem pod tym względem mówi że to na początku całkowicie naturalne i mam się nie przejmować. 

Więc jem dalej, nie przejmuję się i myślę że jestem szczęśliwszą osobą niż byłam jeszcze dwa tygodnie temu!

czwartek, 9 lutego 2017

Dwie notki w jednej

„Wczorajszy power pump tak mi dał w dupę, że dzisiaj się ledwo ruszam, więc nawet nie chcę myśleć jak będę czuła się jutro. Największe zakwasy pojawiają się nie dzień po wysiłku, ale jeszcze kolejnego dnia.

Na szczęście w tym tygodniu mam luz w pracy, więc codziennie (poza piątkiem) o 9 jestem już wolna. A to oznacza, że mam bardzo dużo czasu na jedzenie. A moje obolałe mięśnie zdecydowanie potrzebują węglowodanów i białka.”


Taką notkę naskrobałam wczoraj, ale dodanie jej już mnie przerosło. Dzisiaj czuję się lepiej niż myślałam, byłam na siłowni, dzisiejsze kalorie mam już prawie zjedzone, a jeszcze kolacja przede mną i przekąski, które wzięłam ze sobą do pracy. Tak, w ostatniej chwili wypadła mi dzisiaj nocka. Ale to się świetnie składa, bo ostatnio wydaję fortunę na jedzenie! 



A do tego jeszcze oczywiście kilka kanapek!

sobota, 4 lutego 2017

Marzy mi się duża seksowna pupa

Nie było mnie tu prawie sto lat i wiem, że tłumaczenie się nie ma sensu. Gdzieś usłyszałam, że z uników będzie nas rozliczał przeciwnik i nie wiem czemu, ale jakoś mi to pasuje, dlatego się nie tłumaczę.

To mój narzeczony jest kimś kto mnie zawsze ciągnie w górę. Kiedy robię coś głupiego to on stara się mną pokierować tak, żeby wszystko było ok. Zazwyczaj mnie to wkurza, bo wydaje mi się, że odbiera mi wolność, ale w miniony weekend stało się coś niesamowitego! Zaproponował, żebym zapisała się na siłownię. W jego okolicy jest świetny klub (siłownia która ma w swojej ofercie całą masę świetnych zajęć) i się zapisałam. 

Efekt jest taki, że idąc za radą Anki (genialnej trenerki personalnej) jem. Potem jeszcze więcej jem i jem. Jak pisałam na instagramie, zaczęłam w poniedziałek z wagą 51 kg przy wzroście 172 cm. Zatem jem i wykonuję ćwiczenia siłowe, a jutro idę pierwszy raz na zumbę. 

Powoli, przez tydzień jedzenia bez przerwy tyję, ale wszystko teraz kręci się wokół jedzenia.
Jem prawie cały czas i ciągle liczę kalorie i białko. Nie wspominając już o tym że moje kosmetyczne zakupy całkowicie zmieniły się w zakupy spożywcze. To co dzisiaj kupiłam  Rossmannie to gąbka pod prysznic na siłownię. 

Marzy mi się duża seksowna pupa i zgrabne nogi, więc jak widać jeszcze duuużo pracy przede mną.